Niedzielne błogosławieństwo
29 listopad 2009
W zadumie nad ulotnością życia. Nad życia usychaniem.
Jest nad czym dzisiaj myśleć. Kiedy zobaczysz, że silne staje się nagle słabe, mądre głupie, odwieczne zwija się w malutki kłębek kurzu, a cała rzeczywistość wywraca się na lewą stronę, przestajesz wątpić. Przestajesz mieć nadzieję, przestajesz oczekiwać. Pozostaje tylko wiara. Albo patrzenie w ciemny kąt pokoju, z którego nic nie wychodzi. Ciemny kąt pokoju najbardziej wzniosłą rzeczą na świecie. W klimacie jednosekundowych oświeceń, odniesień do ciemnego kąta pokoju, który nagle skupia na sobie mądrość wszechświata. Iluminacja najciemniejszego kąta. Tak też może być.
Każdemu zdarzyć się może że jego Bóg dostanie schizofrenii. Albo Alzheimera. Albo jego boski ojcowski mózg przestanie działać. Zastanawiasz się wtedy, czy kiedykolwiek działał.
Diagnoza nie jest istotna.
Nic na to nie da się poradzić.
Bogowie też wariują.
Zwłaszcza w czasie zimowego przesilenia. Mój powoli traci rozum. A był kiedyś taki silny i wspaniały. Był moim Bogiem. A dzisiaj patrzyłam na niego, na zakleszczone w bezmyślnym skurczu bezcelowej nienawiści szczątki.
Miuzik, na odprężenie. Miuzik tęskna i odjechana.